Survival - jak być dzieckiem?



OTO MOJE WSPOMNIENIE... W sumie szczęśliwe dzieciństwo
z jakąś tam ilością siniaków. I parę urazów na całe życie.
Nie ma się w końcu nad czym użalać, ani nad kim litować.
Wszystko zmieściło się w tzw. psychicznej normie.
Jeśli chodzi o życiorys - też norma.
W ten sposób pragnę przekazać, że nie mam powodów, aby się uskarżać.
Wydaje się też, że nie ma w mojej przeszłości,
w mym doświadczeniu z lat dziecinnych, widocznych powodów,
abym teraz zajmował się czyimś dzieciństwem.
Ale się zajmuję.

DOROŚLI KRĘCILI SIĘ WOKÓŁ MNIE, a ja miałem swoje wyobrażenie o nich.
Opowiastki, filmy i inne przekazy świadczyły,
że dorośli zawsze pojawią się wówczas, gdy będę nieszczęśliwy, pochylą się nade mną i...

Napisałem kiedyś książkę, której nowe wydanie właśnie (lato 2001) się ukazało.
"Survivalu po polsku"(można zamówić u autora) piszę między innymi:



Myślę, że większość ludzkich kłopotów wynika z tego właśnie,
że brak nam przygotowania na zaskakujące nas, zmieniające się warunki,
szybko toczące się wydarzenia i nasze własne braki.
W dzieciństwie przygotowujemy się do późniejszego pełnienia określonej roli zawodowej,
bywamy przygotowywani do założenia rodziny,
ale jednocześnie mamy kłopoty
z udzieleniem pomocy człowiekowi potrąconemu przez samochód.
Bezradność jest przygnębiającą i niebezpieczną rzeczą.
Jak często czujesz się bezradny?
Co czujesz kiedy jesteś bezradny?

Bezradność czyni nas nieszczęśliwymi, zakompleksionymi, znerwicowanymi
i mającymi wrzody na żołądku.
Uciekają nam ważne sprawy, umykają okazje,
tracimy nasze szanse, gonimy za czymś,
czego nie spodziewamy się dogonić i nie dogonimy,
bo i tak nie wierzymy, że to się uda.
Tak jest, prawda?
Sytuacja staje się dramatyczna, a nawet tragiczna, jeśli akurat to,
czego opanowanie wymyka nam się z rąk, jest akurat żywotną sprawą.
Żywotną w pełnym znaczeniu tego słowa.
Tu zaczyna się walka o przetrwanie, o przeżycie.
Mały człowiek poznaje sztuczki stosowane przez życie nie tylko wtedy,
gdy siedzi grzecznie na lekcji w klasie,
a i dorosły człowiek też jeszcze może się nauczyć.
Najlepiej jest, jeśli dzieje się to w warunkach sztucznych,
zabawowych, sportowych, kiedy to wszystko kończy się zmrużeniem oka:
„Przecież to tylko zabawa - przetrwałeś!”
Pomyśl, że kiedy podsumujesz te wszystkie chwile,
gdy czułeś się poniżony przez własną bezradność,
gdy czułeś się nieszczęśliwy przez swoją bezradność,
okaże się, że opłacalne jest zacząć robić coś,
co wyzwoli cię od bycia bezradnym.
To jest survival.

(...) od długiego czasu, człowiek przeistacza się
w biernego konsumenta dóbr.
Problem ten zauważyli naukowcy już wiele lat temu.
Ich ostrzeżenia nie są brane pod uwagę zbyt chętnie,
gdyż konsumpcja i bierność kojarzą się z błogostanem i wygodą.
Pojawiło się określenie naukowe, którego brzmienie wyjaśnia jego dziedzinę:
wyuczona bezradność.

Wyuczona bezradność jest czymś innym niż, wymieniona wyżej,
owa bezradność pojawiająca się w wypadku zaskakującego nas zdarzenia.
Wyuczona bezradność oznacza niejako „programowe”
zatrzymywanie przez kogoś własnych działań na skutek
pojawienia się nawet banalnych problemów.
Człowiek przygląda się im i... czeka aż przybędzie ktoś, kto wybawi go z kłopotu.
Jest to sytuacja małego dziecka,
które spodziewa się pojawienia matki,
by ta zmieniła mokrą pieluchę.

Określę rzecz bardziej naukowo:
wyuczona bezradność oznacza stan unikania podejmowania decyzji
oraz stan unikania aktywności.
Dzieje się to z powodu braku stwierdzania związków
między własnymi decyzjami i własną aktywnością,
a zachodzącymi zmianami w otaczającej rzeczywistości,
czyli z powodu uznawania, że się nie ma wpływu na losy.
Wyuczona bezradność stała się tak powszechnym zjawiskiem,
że aż nie zdajemy sobie z tego sprawy,
choć ponosimy z tego powodu przeogromne straty.

Straty powstają w twojej rodzinie, w rodzinach nas wszystkich.
Rodzice często czują brak umiejętności i możliwości
wchodzenia w świat swoich dzieci,
tracą świeżość patrzenia i spontaniczność.
Wobec problemów młodzieży stają nagle zupełnie bezradni.
Ich dzieci również nie poszukują porozumienia za wszelką cenę.
Wiedza dzieci uzupełniana jest nieustannie przez rówieśników,
bo wzajemnie uważają się za ekspertów - prowadził ślepy kulawego.
Bo jak często młodzi ludzie z nieprzymuszonej woli szukają mądrości u dorosłych?
Szukają, okazuje się, że szukają.
Musi jednak być spełniony ten warunek, że dorosły winien się swoją mądrością wykazać.
Jest to trudne, skoro odcina się on od zainteresowań dziecięctwa i młodzieńczości.
Czy jednak do wzajemnego odnalezienia się przez oddalone pokolenia
nie nada się wyprawa survivalowa?
Pomyśl kiedyś nad tym.

Przeciwieństwem wyuczonej bezradności jest przekonanie,
że ma się dobry wpływ na kreowanie rzeczywistości.
Do tego dążmy...




I TAK SOBIE MYŚLĘ - dzieci jako żywo należą do tej grupy osób,
które w naturalny sposób, nieuchronnie, będą przez długi okres swego życia bezradne.
Moje wyobrażenia o dorosłych, którzy pochylą się nade mną ze współczuciem,
gdy będę nieszczęśliwy - pierzchły.
Podobnie stało się z moimi wizjami uśmiechniętego milicjanta,
który przeprowadzi mnie przez jezdnię.

Palnąłem się nagle ręką w moje - wysokie obecnie - czoło, bo zrozumiałem,
że bycie dzieckiem oznacza bycie bardzo bezradnym.
Nie jest to natomiast bezradność wyuczona, zaprogramowana,
ba, powiedziałbym nawet - wyrafinowana.

Przyjrzyj się! To, co wygląda na troskę dorosłych o dzieci,
jest jedynie troską o swój święty spokój. Kupuje się drogie zabawki,
by dziecko nie marudziło. Funduje się drogi komputer,
by dziecko wreszcie się czymś zajęło i nie przeszkadzało.
Wysyła się dziecko na kolonie...

Mało tego! Dziecko wykorzystuje się do swoich egoistycznych celów.
Można uzyskać od dziecka zeznania przydatne do rozwodu,
można znaleźć argumenty przeciw nauczycielowi,
można wreszcie posłać dzieci na wojnę,
jak to się robi na Bliskim Wschodzie czy w Afryce.
Przyjrzyjcie się światu wokół - dzieci biegają po podwórkach, jak bezpańskie pieski.
Kto z nimi porozmawia, kto o cośkolwiek się zatroszczy?
Dorośli przechodzą obok, jak zasuszone mumie.
Ożywiają się jedynie po to, by zbesztać dziecko.
Może się mylę?

SURVIVAL NALEŻY DO MAŁEGO KSIĘCIA. Jednak.
Wszystko wskazuje na to, że stać się dorosłym,
znaczy to - stać się zasuszoną mumią.
Rozumiem to zatem tak, że aby przetrwać, trzeba pozostać dzieckiem!


Czytaj dalej